Tak świętowano kiedyś Wielkanoc w Jordanowie i okolicy
Zanim święta stały się szybkie, głośne i trochę gotowe „z pudełka”, w Jordanowie i okolicznych wsiach miały zupełnie inny rytm. Było więcej ciszy, więcej znaków, więcej prostych gestów, które dla ludzi znaczyły naprawdę dużo. Ze starych opisów i wspomnień wynika, że pod Babią Górą Wielki Post i Wielkanoc przeżywano bardzo mocno — nie tylko w kościele, ale też w domu, w obejściu i na polu.
W naszym regionie świąteczny czas nie zaczynał się dopiero od koszyczka i święconki. Miał swój wcześniejszy rytm. Jednym z ciekawszych dawnych zwyczajów, odnotowanych w Jordanowie już w XIX wieku i opisanych także w 1904 roku, było chodzenie „po Grzegorzu”. W dzień św. Grzegorza, 12 marca, starsi uczniowie chodzili po domach z chorągiewkami z wizerunkiem świętego, śpiewali specjalną pieśń, a w zamian dostawali drobne datki. Małym dzieciom, które jeszcze nie chodziły do szkoły, rozdawali obwarzanki. Po obejściu miasta ruszali też do sąsiednich wiosek. To był taki dawny znak, że zima ustępuje, a przed ludźmi czas przygotowania — i do wiosny, i do świąt. Co ważne, późniejsze opracowanie naukowe jasno wskazuje, że chodziło właśnie o Jordanów w dawnym powiecie myślenickim, czyli nasz region.

Poniżej Jordanów, ul. Kolejowa i widok w stronę szkoły. Fotografia wykorzystana na pocztówce pochodzi z 1899 roku, natomiast sama pocztówka została nadana w 1904 roku — w tym samym czasie, gdy w publikacji „Lud” opisywano zwyczaj chodzenia „po Grzegorzu” w Jordanowie i okolicy. Tak więc wyglądały wówczas ulice Jordanowa.

Potem przychodził Wielki Post, a z nim wyciszenie. We wspomnieniach ze Sidziny widać, jak bardzo był to czas inny niż dziś. Nie chodziło tylko o skromniejsze jedzenie. To był czas bez zabaw, bez hałasu, bez głośnego śmiechu, za to z większą modlitwą, pracą i porządkowaniem domu po zimie. Gospodynie prały, wietrzyły pościel i robiły wielkie porządki, a gospodarze szykowali się do prac w polu. W wielu domach ważne były też wspólne modlitwy odprawiane nie tylko w kościele, ale i pod własnym dachem.
Szczególnie mocno przeżywano sam Wielki Tydzień. Dawniej od Wielkiego Czwartku miała obowiązywać niemal całkowita cisza. Jak wspomina Skansen w Sidzinie, nie pracowały młyny ani kuźnie, a później, gdy pojawił się prąd, nie włączano nawet radia czy telewizora, żeby nie zakłócać powagi tych dni. W Wielki Piątek kowal miał wykuwać trzy gwoździe na pamiątkę męki Chrystusa, a gospodarze wycinali tarninę, z której przygotowywano później tzw. głowienki.
Bardzo ciekawie wyglądała też sama Wielka Sobota. Pokarmy szykowano wcześniej w domach, a do koszyczka — dawniej kosołki — wkładano nie tylko to, co smaczne, ale też to, co symboliczne, jak chrzan przypominający o goryczy męki. Wieczorem święcono ogień i wodę. W Sidzinie młodzi chłopcy opalali przy świętym ogniu przygotowane wcześniej głowienki, z których potem robiono małe krzyżyki i zanoszono je na pola, by chroniły zasiewy i chleb powszedni przed nieszczęściem. To piękny przykład tego, jak wiara i codzienne życie były kiedyś ze sobą mocno splecione.
Ze wspomnień wynika też, że rezurekcja nie zawsze wyglądała tak jak dziś. W Sidzinie przez długi czas kończyła wielkosobotni wieczór, a dopiero na początku lat 70. XX wieku przeniesiono ją na wczesny poranek w niedzielę. Towarzyszyły jej także bardzo lokalne akcenty — druhowie OSP Sidzina strzelali z moździerza, by oddać huk i grzmot związany ze Zmartwychwstaniem.
Także sam Jordanów ma swój wielkanocny ślad zapisany w źródłach. W opracowaniu dotyczącym kościoła Przenajświętszej Trójcy odnotowano, że w 1951 roku Stanisław Ciężadlik z Krasnej Dolnej lub Mszany Dolnej wykonał nowy Grób Pański. To niby drobna wzmianka, ale bardzo wymowna — pokazuje, że również tutaj troska o świąteczną oprawę była czymś ważnym i zapamiętanym.
Może właśnie dlatego te dawne opowieści tak dobrze się dziś czyta. Nie tylko z ciekawości. Także po to, żeby przypomnieć sobie, że święta w naszym regionie przez długie lata nie były przede wszystkim pokazem, pośpiechem i zakupami. Były ciszą, wspólnotą, znakiem nadziei i prostą radością, że po zimie znowu przychodzi nowe życie. I może coś z tego wciąż da się ocalić — choćby na jedno świąteczne popołudnie.
Jordanow24.pl chce być nie tylko miejscem codziennych wiadomości, ale też cyfrową pamięcią naszego regionu. Dlatego zachęcamy mieszkańców Jordanowa i okolic do dzielenia się dawnymi historiami, wspomnieniami, zdjęciami i rodzinnymi opowieściami. To, co dziś wydaje się zwyczajne, za kilka lat może być bezcennym śladem naszej lokalnej tożsamości. Jeśli chcecie pomóc ocalić takie historie od zapomnienia, napiszcie do nas: redakcja@jordanow24.pl
Źródła: Skansen w Sidzinie, Śląska Biblioteka Cyfrowa, Sakralne Dziedzictwo Małopolski, Narodowe Muzeum. Opracowanie własne.

